sobota, 22 czerwca 2013

Zjadłam bilet do domu

Ostatnio było źle. Tak po prostu. Nie ma sensu wyszukiwać żadnych powodów, usprawiedliwień, fałszywych tłumaczeń. Straciłam kontrolę, totalnie. Wstyd, wstyd, nic więcej. 
Pierwszy post mojego bloga pisany z bólem brzucha, z tym ohydnym uczuciem ''po'', z ogromną ( jak zawsze) nadzieją, że kiedyś będzie lepiej. Bo będzie ! I ten blog mi w tym pomoże. Po prostu to wiem.
Nie będę pisać, że nigdy więcej tego nie zrobię, bo to absolutnie mija się z celem. Ile razy to sobie obiecywałam ? 

Chciałabym cieszyć się mocniej, jeść lepiej, żyć bardziej. Doceniać wszystkie chwile, nie pozwalać rządzić emocjom.
Dzisiaj będzie czysto. Skąd mam tę pewność?
* wyczyściłam konto*
*opróżniłam portfel*
* i finalnie zjadłam nawet za kasę, która miała być na bilet do domu*

Moje gratulacje, kochana ! 

Będę pracować.

A póki co policzyłam kalorie na dziś. Ja, ta, która zawsze uważała, że to najbardziej bezsensowna czynność ever. Ale tym razem wszystko musi być inne, bardziej racjonalne, mniej emocjonalne. 

I poszło w sieć. 
ENTER.